Czy Barbie to coś więcej niż symbol idealizowanej kobiecości? Greta Gerwig w filmie “Barbie” porusza tematy tożsamości, presji społecznej i samoakceptacji. Z perspektywy psychologicznej analizuję ukryte znaczenia, mechanizmy i przesłanie tej produkcji. To głęboka refleksja, czy tylko pięknie opakowana iluzja? Sprawdź!
“Barbie” jako symbol. Tylko właściwie czego?
Film „Barbie” w reżyserii Grety Gerwig to bez wątpienia ciekawy eksperyment artystyczny. Autorka usiłuje zmierzyć się w nim z kulturowym dziedzictwem legendarnej lalki. Jednak pod błyszczącą, niezmiernie dopracowaną oprawą i ambitnymi hasłami, kryje się szereg uproszczeń i nieścisłości psychologicznych. Osłabiają one potencjał tej produkcji jako rzeczywistego komentarza społeczno-psychologicznego.
Barbie – potencjał niewykorzystany
Film próbuje pokazać Barbie jako ikonę feminizmu i samoakceptacji. Jednak w rzeczywistości brakuje mu głębszej analizy wpływu, jaki ta lalka wywarła na pokolenia kobiet. Fragmenty ukazujące współczesne lalki Barbie jako lekarki, kobiety różnych rozmiarów i kolorów skóry, to w rzeczywistości świetna…reklama produktu. Jednak przez dekady Barbie była nadmienię szczupłą, białą lalką, stanowiącą ozdobę. Nie zachęcała dziewczynek do marzeń o byciu astronautka czy dyrektorką. Mobilizowała natomiast do bycia, ładną, atrakcyjną, podobającą się.
Choć w filmie wspomniano o nierealistycznych standardach piękna i presji, scenariusz traktuje te kwestie powierzchownie. Raczej wskazuje na istniejący 9i galopujący) problem, niż go realnie eksploruje. Spodziewałabym się po takiej produkcji czegoś innego. Nie tylko ukazania problemu, a także głębszego jego zgłębienie i i aspiracji do działania.
Z psychologicznego punktu widzenia film nie dostarcza wystarczającej refleksji nad długofalowymi skutkami takich wzorców. Zarówno w kontekście budowania tożsamości, jak i w kontekście relacji z własnym ciała. Twórcy zdają się balansować między krytyką a afirmacją głównej postaci, co pozostawia wrażenie chaotycznej, powierzchownej narracji.
Ken – stereotypizacja męskiej roli
Postać Kena, choć miejscami zabawna, jest uproszczona do granic możliwości. Jego próby odnalezienia siebie zostają przedstawione w sposób karykaturalny. To nie tylko umniejsza znaczeniu męskich zmagań z tożsamością, a także reprodukuje stereotyp „głupkowatego faceta” w kontekście dominacji kobiet. Nie jest to ani wspierające dla mężczyzn (których patriarchat również krzywdzi) ani jak niektórym mogłoby się wydawać dla kobiet. Nie wspominając już o wszystkich pozostałych tożsamościach płciowych.
Z psychologicznej perspektywy, Kena można potraktować jako przykład poszukiwania tożsamości zgodnie z teorią Erika Eriksona. Jednak ta produkt nie nie daje tej postaci przestrzeni na autentyczny rozwój i zmianę. Zamiast tego przemiana Kena wydaje się wymuszona i powierzchowna. To znacząco potencjał postaci jako rzeczywistej metafory dla współczesnych dylematów wśród mężczyzn.
Feminizm i nierówność – brak spójności
Choć „Barbie” aspiruje do bycia feministycznym manifestem, jego przekaz jest płytki i chaotyczny. Świat, w którym kobiety mają pełną kontrolę, jest równie “niedoskonały” jak świat patriarchatu. Jest to interesująca analogia ukazana w tym filmie. Niestety nie staniemy zbyt wiele ponad to – film nie oferuje konstruktywnej wizji równowagi płciowej ani głębszej refleksji nad problemem nierówności.
Z perspektywy psychologii społecznej, takie podejście utrwala podziały zamiast je rozwiązywać. Zamiast eksplorować potencjał współpracy między płciami, film prezentuje wyidealizowane wizje, które nie znajdują odzwierciedlenia w realnym życiu. Pokazuje także, że konieczna jest walka, bo przecież jest miejsce tylko dla wygranych i przegranych. Tych którzy zarządzają i tych którzy są zarządzani.
W rzeczywistości, kiedy słuchamy manifestów feministycznych zupełnie nie w tym rzecz. Równość nie oznacza wyższości nikogo, nad nikim. Równość oznacza dostęp do tych samych praw i możliwości, niezależnie od płci. Płeć nie powinna być wyznacznikiem dostępu do edukacji, opieki zdrowotnej, godnej płacy czy możliwości podejmowania samodzielnych decyzji.
Przekaz o samoakceptacji. Tak, ale…
Film kończy się przesłaniem o akceptacji siebie, jednak ta narracja wydaje się płytka i banalna. Choć terapia akceptacji i zaangażowania (ACT) wskazuje na kluczowe znaczenie akceptacji w procesie zdrowienia i budowania poczucia własnej wartości, „Barbie” traktuje ten proces jako coś, co można osiągnąć w kilku chwilach refleksji. To końcówka filmu i ma się wrażenie, że jest doklejona do całości, byleby była. Jednak nie po to by realnie pokazać jej istotność.
Podczas gdy w rzeczywistości praca nad samoakceptacją to długotrwały proces. Wymaga on samoświadomości, wysiłku, pracy, zaangażowania i znacznie większej głębi emocjonalnej i psychologicznej, niż możemy zobaczyć to w filmie.
Nie wydaje się by to co pisze było nadmiernym oczekiwaniem. Mamy mnóstwo filmów, w których te procesy zostały ukazane w znacznie bardziej rzeczywisty i realistyczny sposób. Film może pełnić rolę edukacyjną (świetnym przykładem jest “On/jeg”, dostępny na YT), jednak niestety nie w tym przypadku.
Estetyka ponad treść
Wizualna strona filmu jest imponująca i przyciąga uwagę. Zadbano i najmniejsze detale, realnie odtwarzając różne gadżety, które dziewczy rzeczywiście posiadając bawiąc się Barbie. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dominująca estetyka przesłania głębszy sens. Kolorowe scenografie i humorystyczne wstawki skutecznie odciągają uwagę od istotnych pytań, które film mógłby zadać.
Ponadto, tak szeroką przestrzeń można było wykorzystać do eksplorowania czy wytłumaczenia ważnych wątków (film trwa niemal DWIE GODZINY!!). Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że zostały one jedynie delikatnie zaadresowane i na tym koniec. Po ich nazywaniu nastąpiło ogromne ich spłycenie.
Podsumowanie
„Barbie” to film, który miał szansę stać się ważnym głosem w dyskusji o tożsamości, feminizmie i samoakceptacji. Niestety, zabrakło mu spójności, eksploracji ukazanych tematów i głębszego ukazania dylematów, by zgłębić te tematy w sposób autentyczny. Zamiast inspirującej refleksji, otrzymujemy kalejdoskop uproszczeń i niedomówień, który pozostawia we mnie wrażenie zmarnowanego potencjału.
Jako psycholożka mogę docenić próbę podjęcia ważnych tematów. Jednak trudno nie zauważyć, że film bardziej stawia pytania i ukazuje dylematy, niż dostarcza wartościowych odpowiedzi. Dla osób szukających głębszych analiz „Barbie” może być rozczarowaniem, podobnie jak dla mnie.




