Są filmy, które ogląda się głową. “Głos zza szyby” Glorii Kurnik ogląda się całym ciałem i sfera emocjonalną. To pełnometrażowy dokument o tym, co działo się na polskich oddziałach położniczych i neonatologicznych w czasie pandemii. Historie osób, których poród przebiegał bez osoby bliskiej i o noworodkach – w tym wcześniakach – odseparowanych od rodziców na dni, tygodnie, miesiące.
Rozdzielenie nie jest “niedogodnością”
W debacie publicznej rozdzielenie osoby rodzącej i noworodka funkcjonowało jako temat organizacyjny. Coś przykrego, choć przecież drugorzędnego wobec ratowania życia. To nieporozumienie, które kosztowało bardzo dużo.
Noworodek nie ma własnego układu regulacji. Jego oddech, temperatura, rytm serca, poziom pobudzenia – to wszystko stabilizuje się w kontakcie z dorosłym, nie obok niego. Dziecko odłożone samo do inkubatora nie jest dzieckiem, które “czeka spokojnie”. Jest dzieckiem w stanie przewlekłego stresu fizjologicznego, bez możliwości zaprotestowania w sposób, który zostanie zauważony.
Po drugiej stronie szyby dzieje się to samo, tylko z pełną świadomością. Osoba po porodzie jest w najbardziej wrażliwym, najbardziej podatnym stanie psychicznym w całym dorosłym życiu. Jej układ nerwowy jest przygotowany na jedno zadanie: nawiązać kontakt z dzieckiem. Kiedy tego kontaktu nie ma, ciało nie interpretuje tego jako “procedury epidemicznej”. Interpretuje to jako utratę. Stąd bierze się to, co potem widuję w gabinecie: problemy z laktacją, poczucie bycia złą matką, natrętne obrazy z sali porodowej, lęk przed kolejną ciążą, wstyd bo “przecież dziecko żyje, nie mam prawa się skarżyć”.
Te osoby jak najbardziej mają do tego prawo. To co je spotkało, to nie była niedogodność. To było rozdzielenie diady w momencie, w którym diada się dopiero tworzy.
Wcześniaki: tam, gdzie kontakt jest leczeniem
Najmocniejszy fragment tej historii dotyczy dzieci przedwcześnie urodzonych. Jest to miejsce, w którym warto przytoczyć rzetelne badania psychologiczne.
W 2021 roku “New England Journal of Medicine” opublikował wyniki badania WHO nad natychmiastowym kangurowaniem u dzieci z bardzo małą masą urodzeniową. Badanie przerwano przed czasem, ponieważ różnica w przeżywalności między grupą kangurowaną od razu a grupą prowadzoną standardowo – czyli rozdzieloną z osoba rodzącą – była zbyt duża, by uczciwie było je kontynuować. Kontakt “skóra do skóry” nie jest dodatkiem do opieki nad wcześniakiem. Jest jej niezbędną częścią. Dlatego międzynarodowe organizacje neonatologiczne prowadzą kampanię pod hasłem “zero separacji”, a nie “separacja w rozsądnych granicach”.
Zestawmy to teraz z tym, co pokazuje film autorstwa Glorii Kurnik. W czasie, gdy świat medyczny ustalał, że rozdzielanie wcześniaka z rodzicem pogarsza rokowanie, w polskich szpitalach rozdzielano ich rutynowo, automatycznie. Odebrano kontakt dokładnie tej grupie, dla której jest on najbardziej kosztowny w skutkach.
Podwójny standard, którego długo nikt nie nazwał głośno
To jest punkt, w którym jako osoba oglądająca przestaje się współczuć, a zaczyna się czuć złościć.
Argument, na który powoływały się placówki, brzmiał: rodzic przychodzi z zewnątrz, więc wnosi zagrożenie. Tyle że z zewnątrz codziennie przychodził cały personel. Lekarze, położne, salowe, diagności – wchodzili rano, wychodzili wieczorem, wracali do domów, do komunikacji miejskiej, do sklepów, do własnych rodzin, i następnego dnia wracali na oddział. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby z tego powodu zamknąć oddział przed personelem lub wymusić na personelu zamieszkanie w placówce do końca pandemii. To byłoby absurdalne. Absurdalne było też jednak wyprowadzanie z tej samej epidemiologii wniosku, że odpowiednio ubrana matka przy inkubatorze jest śmiertelnym ryzykiem.
Nie był to zresztą wniosek zgodny z obowiązującym prawem. Rzecznik Praw Pacjenta już jesienią 2020 roku zajął stanowisko, że rozdzielenie matki i dziecka mogą uzasadniać wyłącznie przesłanki medyczne. Stan epidemii nie usprawiedliwia całkowitego zakazu kontaktu rodziców z hospitalizowanym noworodkiem.
Standard organizacyjny opieki okołoporodowej z 2018 roku cały czas gwarantował prawo do obecności osoby bliskiej oraz świadomego udziału w decyzjach.
Z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku, opartego na relacjach ponad dziesięciu tysięcy osób rodzących między marcem 2020 a lutym 2021 roku, wynika, że ponad 60 procent z nich nie miało możliwości porodu z osobą bliską.
To nie było więc wykonywanie przepisów. To było wygodne odczytanie przepisów – a koszt tej wygody poniosły osoby, które akurat nie miały jak zaprotestować.
Kiedy rodząca przestaje być osobą
Najciszej wybrzmiewającym, a według mnie najważniejszym wątkiem filmu jest sposób traktowania osób rodzących. Nie chodzi o pojedyncze słowa czy zachowania. Chodzi o systemowo budowaną strukturę hierarchicznej relacji, w której rodząca jest przedmiotem procedury, a nie jej podmiotem. Osoba rodząca bywa badana bez pytania, przez osoby które się jej nie przedstawiają, informowana po fakcie albo wcale, ustawiana w pozycji wygodnej dla personelu, zbywana, kiedy pyta o dziecko.
Z perspektywy psychologii traumy to nie jest niuans etyczny, tylko krzywdzący mechanizm wpływający na zdrowie psychiczne. Tym, co decyduje o tym, czy trudne doświadczenie zapisze się jako trauma, rzadko bywa sam ból. W dużym stopniu decyzuje o niej bezradność. Poczucie, że dzieje się ze mną coś, na co nie mam wpływu. W otoczeniu, które nie reaguje na moje sygnały lub wręcz działa przeciwko mnie, z premedytacja mnie krzywdząc. Poród jest sytuacją z definicji sytuacja trudną, gdzie jest dużo ryzy. Podmiotowe traktowanie jest tym, co odróżnia trudność od bezradności.
I tu dochodzę do tego, czym zajmuję się na co dzień także poza gabinetem psychologicznym. Doświadczenie porodu nie kończy się na sali porodowej. Zapisuje się w relacji z własnym ciałem – w tym, czy kobieta ufa swojemu ciału, czy się go boi; czy traktuje je jak swoje, czy jak teren, po którym inni poruszają się bez pytania. To ma bezpośrednie przełożenie na bliskość, na seksualność, na zdolność powiedzenia “tak” i “nie” w związku, na to, jak para/polikuła odnajduje się ze sobą w kolejnych miesiącach. Osoby, które rodziły w poczuciu przedmiotowości, bardzo często wracają do mnie po latach – i mówią o tym jako o momencie, w którym “coś się w nich zamknęło” lub “pękło”.
Dlaczego głos lekarzy waży w tym filmie tak dużo?
Kurnik oddaje głos przede wszystkim rodzicom i to jest rdzeń filmu. Jednak pod względem siły dowodowej sporo ważą wypowiedzi osób z drugiej strony, między innymi dr Gizeli Jagielskiej, dr Maciej W. Sochy i innych.
Dlaczego to tak istotne? Bo kiedy o przemocy w opiece okołoporodowej mówi pacjentka, system ma gotową odpowiedź: “subiektywne wrażenie, trudny poród, nadmierne oczekiwania”. Kiedy to samo mówi lekarka czy lekarz, ta odpowiedź przestaje działać. Relacja pacjentki staje się opisem mechanizmu, a nie skargą. To jest różnica między “mnie się wydawało” a “tak to przebiegało”.
Jest w tym jeszcze drugie dno, ważniejsze. Obecność lekarek i lekarzy, którzy pracowali inaczej, odbiera całej sprawie alibi “nie było innego wyjścia”. Było. W tych samych warunkach epidemicznych, przy tych samych wytycznych, jedni zamykali drzwi, a inni szukali sposobu, żeby je otworzyć. To znaczy, że mówimy o wyborach, a nie o konieczności – i że można było robić to lepiej także wtedy.
Scena, którą powinno się pokazywać na studiach medycznych
Najmocniej zapada w pamięć scena porodu, która jest w tym filmie punktem odniesienia dla wszystkiego co ten film pokazuje. Nie dlatego, że jest spektakularna. Dlatego, że jest modelowa – pokazuje dokładnie to, co w podręcznikach nazywa się opieką podmiotową, tylko że w wersji, którą widać zatem łatwiej ja przyswoić i widoczny jest przykład konkretnych komunikatów, zachowań, reakcji ze strony personelu szpitalnego.
Osoba specjalistyczna pyta, zanim coś zrobi. Zostawia rodzącej wybór pozycji, zamiast ustawiać ją tak, jak wygodniej odbierającemu poród. Podąża za jej potrzebami niezależnie od tego, na jakim etapie jest poród i jak długo to trwa – nie przyspiesza, nie “pomaga” na siłę, nie traktuje czasu jak przeciwnika. Jej komfort jest w tej scenie pierwszy, a jego własny drugi. Partner nie jest tam tolerowanym gościem, tylko uczestnikiem, którego również traktuje się podmiotowo i włącza, zamiast odsuwać na bok.
Warto to zobaczyć, bo podmiotowość brzmi abstrakcyjnie, dopóki się jej nie zobaczy w działaniu ;lub osobiście nie doświadczy. A w działaniu okazuje się zaskakująco prosta: to pytanie przed dotykiem, propozycja zamiast polecenia, czas zamiast pośpiechu, zadanie pytania na bazie obserwacji (“Czy Pani jest tak wygodnie?” – kiedy mam wrażenie, jako lekarka, że niekoniecznie; ale pytam nie zakładam, nie ignoruję, nie nakazuję). Żadna z tych rzeczy nie wymaga budżetu, nowego sprzętu czy zmiany ustawy. Wymaga decyzji, kto w tej sytuacji jest najważniejszy.
Ta scena robi dla całego filmu coś jeszcze: nie pozwala mu osunąć osoby oglądającej w bezradność. Pokazuje standard, do którego można wracać – i pod który można się podpiąć, jeśli szuka się dla siebie miejsca do porodu.
Podziękowania dla autorski – Glorii Kurnik
Na koniec chcę powiedzieć kilka słów wprost do Glorii Kurnik.
Dziękuję za zebranie relacji osób, o którye nikt nie pytał. Dziękuję za wytrwałość na tej drodze, o której autorka w sama mówiła w wywiadzie, że była drogą długą i samotną. Dziękuję za udostępnienie tego filmu do tak szerokiego grona.
Dziękuję również za te dwie rzeczy. Za to, że tamte doświadczenia istnieją dziś w formie, którą można komuś podać – bo osoba, która przez lata słyszała, że przesadza, dostaje wreszcie dowód, że nie była sama i że jej własna pamięć jej nie oszukuje. I za to, że obok tego, co poszło źle, znalazło się w tym filmie miejsce na scenę piękna, modelującą to, jak wygląda poród prowadzony dobrze. Film, który wyłącznie ukazuje naruszenia, krzywdę często zostawia osobę oglądającą z bezradnością. Ten zostawia z punktem odniesienia – a to jest coś, z czym da się pójść dalej. Nie każdy potrafi tak stworzyć film.
Komu polecam ten film?
Osobom pracującym w ochronie zdrowia – zwłaszcza tym, które szkolą innych. Osobom przygotowującym się do porodu, bo daje język do rozmowy o tym, czego mają prawo oczekiwać. I osobom, które przez tamten czas przeszły – z jednym zastrzeżeniem.
Jeśli poród miał miejsce w pandemii i doszło do rozdzielenia z dzieckiem, ten film może otworzyć coś, co być może zostało zamknięte, żeby dało się funkcjonować (również na poziomie mechanizmu wyparcia). To nie jest powód, żeby go nie oglądać. To powód, żeby obejrzeć go w dobrym momencie, najlepiej nie w samotności, i dać sobie po nim czas. A jeśli okaże się, że wraca więcej, niż można było się spodziewać (i tak, dotyczy to również mężczyzn) – to nie jest słabość ani nadwrażliwość. To informacja, że tamto doświadczenie nadal czeka na to, żeby je zaopiekować. Być może warto to zrobić poprzez sesje psychologiczną. Jeżeli potrzebujesz w tym temacie wsparcia, jest to jeden z tematów w którym się specjalizuje – sesję psychologiczną online umówisz klikając tutaj.
To jest, moim zdaniem, właściwa odpowiedź na ten film. Rzecz nie w tym, że “trzeba było jakoś przetrwać”. Tylko w tym, że to się naprawdę wydarzyło, naprawdę miało znaczenie i naprawdę nie musiało wyglądać tak, jak wyglądało.
Marzy mi się, by ten film szeroko się poniósł i był zbudził ogólnokrajową debatę publiczną. Jest to jeden z kleszych filmów jakie wdziałam w 2026 roku, choć nie jest filmem łatwym, a jednocześnie pokazuje nam niewiarygodnie piękne momenty.
Film można bezpłatnie obejrzeć klikając w ten link.


