Coraz więcej kobiet odczuwa zniechęcenie, złość i rozczarowanie polityką. Jednak z psychologicznego punktu widzenia te emocje nie powinny prowadzić do wycofania – przeciwnie, mogą być impulsem do działania. Głosowanie – nawet bez entuzjazmu – to akt sprawczości, który może mieć realne znaczenie.
Rozczarowanie polityką – naturalna reakcja, ale nie powód do bierności
Obserwuję dziś wyraźne zjawisko. Zmęczenie, rozczarowanie i złość tym, co dzieje się w polityce, stają się dominującą emocją wśród wielu kobiet. To osoby, które z zaangażowaniem uczestniczyły w procesach obywatelskich. Podpisywały petycje, wychodziły na ulice, głosowały – a mimo to nie widzą efektów tych działań w swojej codzienności.
Frustracja bywa tak silna, że prowadzi do wycofania. Psychologia jasno pokazuje, że wycofanie utrwala poczucie bezsilności, które może skutkować apatią, pogorszeniem zdrowia psychicznego i utratą wiary w jakąkolwiek zmianę.
Rozczarowanie polityką a wybory – dlaczego udział nadal ma sens?
Nawet jeśli nie widzimy dziś kandydatki czy kandydata, z którymi moglibyśmy się w pełni utożsamić, warto pójść na wybory. Samo oddanie głosu może mieć ogromne znaczenie. Z psychologicznego punktu widzenia to akt zachowania wpływu, nawet w systemie, którego nie popieramy w pełni.
Wybory są momentem, w którym każda osoba – niezależnie od dochodu czy pozycji społecznej – ma ten sam głos. I choć może się on wydawać symboliczny, to w skali społecznej to właśnie te „symboliczne” decyzje mają realne konsekwencje.
Zniechęcenie i rozczarowanie polityką – kto na tym zyskuje?
Wielu ludzi nie idzie na wybory, tłumacząc, że „i tak nic się nie zmieni”, “nie mam nadziei na zmianę”, “to nic nie da”. To klasyczny przykład błędu poznawczego zwanego wyuczoną bezradnością – kiedy po serii porażek przestajemy podejmować próby działania, nawet gdy pojawia się realna szansa na zmianę.
Niestety, zaniechanie głosu nie jest neutralne – działa zawsze na korzyść tych, którzy mają najbardziej zmobilizowany, często skrajnie konserwatywny elektorat. Jeśli nie weźmiemy udziału w wyborach, oddajemy decyzję tym, którzy chcą ograniczyć nasze prawa – w imię ich własnych ideologii i interesów.
Głos kobiet ma znaczenie – pod warunkiem, że zostanie oddany
Z badań prowadzonych w Polsce i innych krajach europejskich wynika, że osoby identyfikujące się jako kobiety stanowią znaczną część grupy wyborczyń i wyborców, którzy nie biorą udziału w głosowaniu. Pomimo tego, że deklarują zainteresowanie sprawami społecznymi i realne zaangażowanie w życie codzienne wspólnoty.
To zjawisko ma kilka przyczyn, zarówno kulturowych, jak i psychologicznych. Pojawiające się emocje odgrywają ogromną rolę – przykładowo rozczarowanie polityką, wynikające z faktu, że działania w przeszłości nie doprowadziły do pożądanego efektu.
Brak poczucia reprezentacji
Wiele kobiet nie widzi wśród kandydatek i kandydatów osób, które rozumieją ich doświadczenia – pracy opiekuńczej, samodzielnego rodzicielstwa, przemocy ekonomicznej czy braku dostępności usług publicznych. Gdy polityka nie mówi językiem codziennych realiów, pojawia się wrażenie wykluczenia. Kobiety przestają postrzegać wybory jako coś, co ich dotyczy – co jest klasycznym mechanizmem wycofania psychicznego.
Społeczna niewidzialność i stereotypy
Kobiety nadal zmagają się z przekonaniem, że „nie znają się na polityce”, że to domena mężczyzn, albo że „lepiej zagłosuje za mnie mąż”. Choć może się wydawać, że to przekonania przeszłości, w wielu środowiskach i relacjach rodzinnych są one wciąż obecne i utrwalają społeczne wycofanie kobiet z przestrzeni decyzyjnej.
Przeciążenie i brak czasu jako bariera psychiczna
Kobiety – szczególnie te pełniące wiele ról naraz czyli większość z nich – często nie znajdują przestrzeni mentalnej na działania obywatelskie. Opieka nad dziećmi, praca, obowiązki domowe, opieka nad bliskimi w starszym wieku – wszystko to sprawia, że uczestnictwo w wyborach staje się jeszcze jednym zadaniem w przeładowanym grafiku.
Psychologicznie nazywamy to „dezaktywacją wyborczą” – im bardziej ktoś obciążony obowiązkami, tym większe ryzyko, że odpuści to, co pozornie „nie pilne”. Bardzo dobrze znamy ten efekt z głębokiego komunizmu w Polsce.
Dlaczego to błędne koło trzeba przerwać?
Brak udziału kobiet w wyborach skutkuje brakiem reprezentacji kobiet w instytucjach publicznych – co z kolei przekłada się na to, że sprawy istotne dla kobiet są spychane na margines. Mniejsza obecność kobiet przy urnach to mniejsze zainteresowanie ich problemami w kampaniach. Polityka to świat, który reaguje na liczby. Jeśli kobiety nie głosują, to przestają być grupą, o którą warto zabiegać.
To błędne koło można przerwać tylko jednym: aktywnym udziałem w procesach obywatelskich, mimo zmęczenia, złości, frustracji, rozczarowania czy rezygnacji. Nie chodzi o fanatyzm polityczny – chodzi o utrzymanie wpływu na przestrzeń, w której żyjemy i wychowujemy kolejne pokolenia.
Głos jako akt troski – nie tylko o politykę, a o życie codzienne
Z psychologicznego punktu widzenia, każda forma sprawczości, nawet minimalna – jak udział w wyborach – wzmacnia poczucie wpływu, przynależności i godności. Oddając głos, nawet jeśli nie z entuzjazmem, kobieta mówi: „Moje zdanie się liczy. Mój głos ma wagę. Moje życie nie jest obojętne.”
To, co dziś wydaje się drobnym gestem, może w rzeczywistości być najważniejszym mechanizmem ochrony podstawowych praw, które – jak pokazuje historia – nigdy nie są dane raz na zawsze.
Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się z artykułów:
- Dać głos sobie – droga do wewnętrznej równowagi i autentyczności
- Odzyskaj swój głos – od milczenia do mówienia
Nie chodzi o idealizm – chodzi o ochronę tego, co jeszcze mamy
Wiele osób nie głosuje, ponieważ nie wierzy już w wielkie zmiany. A jednak te wybory nie są o marzeniach – są o granicach, których nie chcemy przekroczyć. O obronie tego, co jeszcze działa: żłobków, dostępnej antykoncepcji, legalnej aborcji (choć powinna ona być szeroko i bezpłatnie dostępna, a jeszcze tego nie mamy), możliwość pracy zawodowej w przypadku kobiet (choć wiemy, że dla tych które są matkami, jest to znacząco utrudnione).
Głosowanie to w tym kontekście nie tyle wyraz poparcia, co wyraz sprzeciwu wobec zagrożeń, które mogą realnie się zmaterializować.
Psychologiczna puenta: zachowaj wpływ, nawet jeśli to trudne
Z perspektywy psycholożki wiem, że największym zagrożeniem dla psychicznego dobrostanu nie jest porażka, a rezygnacja. Oddanie głosu – nawet jeśli zrobisz bez przekonania – pozwala zachować minimalne, a tak ważne poczucie sprawczości. To właśnie poczucie sprawczości pozwala przetrwać czas kryzysu.
Nie musisz się uśmiechać. Nie musisz iść do drugiej tury z radością, nie musisz czuć, że wybierasz “swojego kandydata”. Wystarczy, że podejmiesz decyzję, która mówi: „Nie zgadzam się na regres. Nie rezygnuję z wpływu”.
Bibliografia
- Abramson, P. R., & Aldrich, J. H. (1982). The decline of electoral participation in America. American Political Science Review, 76(3), 502–521.
- Bandura, A. (1997). Self-efficacy: The exercise of control. New York: W.H. Freeman.
- Cohen, G. L., & Sherman, D. K. (2014). The psychology of change: Self-affirmation and social psychological intervention. Annual Review of Psychology, 65, 333–371.
- Matland, R. E., & Montgomery, K. A. (Eds.). (2003). Women’s access to political power in post-communist Europe. Oxford University Press.
- Peterson, C., Maier, S. F., & Seligman, M. E. P. (1993). Learned helplessness: A theory for the age of personal control. Oxford University Press.
- Sapiro, V. (1983). If U.S. Senator Baker were a woman: An experimental study of candidate images. Political Psychology, 5(4), 655–681.
- Seligman, M. E. P. (2011). Uczenie się optymizmu: Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie. Poznań: Media Rodzina. (Tłumaczenie książki „Learned Optimism” na język polski.)
- Verba, S., Schlozman, K. L., & Brady, H. E. (1995). Voice and equality: Civic voluntarism in American politics. Harvard University Press.




