Szeptanie, mrok, kobieca siła, mądrość, niezależność i pasja. O tym jest ta książka, tak potrzebna, choć nie jedynie kobietom. Napisana z ujęciem perspektywy historycznej, obyczajowej i religijnej, z uwzględnieniem stereotypów i gender.
Książka (nie)jednej autorki
Książka “Szepczące w ciemnościach” została napisana przez Zofię Krawiec, wydana nakładem Wydawnictwa Znak – premiera 21 sierpnia 2023 roku!
I choć autorką jest jedna osoba, to zaprosiła ona do rozmowy wiele innych osób, które swoim udziałem współtworzą książkę. Na liście tych osób znajdują się Agnieszka Szpila, Manuela Gretkowska, Marta Niedźwiedzka, Mira Marcinów, Maria Moonset Matuszewska, Aleksandra Kluczyk, Maria Bigoszewska, Mikołaj Sobczak i Michał Pospiszyl.
Jak zatem widać, w przewadze autorka zaprosiła do rozmowy kobiety, co jest przeciwieństwem wobec tego, jak wygląda to zazwyczaj. Jako społeczeństwo chyba zdążyliśmy przywyknąć do tego, że najczęściej w temacie kobiet, wypowiadają się mężczyźni. To oni decydują o prawach kobiet i ich możliwościach, choć rzadko stawiają się w ich miejscu.
Najlepiej pokazuje to ostatnich kilka lat, szczególnie w obrębie walki o Prawa Człowieka. Konkretnie w odniesieniu do seksualności i praw reprodukcyjnych. To Polska zasłynęła z tego, że kobiety “umierały na ciążę”, z powodu zaostrzenia dostępu do aborcji i tzw. “efektu mrożącego” wśród lekarzy.
Wspólnota, solidarność, siostrzeństwo
Niemal na samym początku książki, w rozmowie Zofii Krawiec z Agnieszką Szpilą czytamy o tym, jak rozrywane są więzi kobiet. Jednocześnie zdanie za tym, jest fragment właśnie o solidarności, wspólnocie kobiet oraz siostrzeństwie. To o tym, że każda społeczność jest w stanie zebrać się razem, dzięki wspólnocie wartości:
Ta Dorothea i każda z kobiet, nie mogąc znieść tortur, wkopywała swoje przyjaciółki, denuncjowała sąsiadki. To oznaczało rozerwanie więzi. W mojej głowie układa się to w równanie, którego wynik mówi, że największym zagrożeniem dla patriarchatu jest budowanie kobiecych wspólnot i sieci solidarności. Najważniejsze, żeby tego nie dało się nigdy do końca rozerwać.
O seksualności kobiet w odniesieniu do wieku
Autorka decyduje się także na poruszenie ważnego tematu, który często kobietom nakazuje się pomijać – seksualność. To założenie, że kobieta może mieć ekspresję seksualności, najlepiej tą przypisaną do postaci Lolity – jednak tylko do pewnego wieku. W pewnym wieku już jej “nie wypada”. Kiedy jest matką, też raczej “nie wypada”. Kiedy jest stara, to już “za stara”:
Zofia Krawiec: Starość w naszej kulturze jest traktowana jak pogrzeb seksualności.
Agnieszka Szpila: A mogłaby być tą nową jakością, może najciekawszą seksualnością, bo już nie rozrodczą. To jest cudowne, że masz czas, kiedy seksualność nie służy niczemu prócz przyjemności, rozwoju, kontaktów z innymi ludźmi i innymi wymiarami. To jest wreszcie ta seksualność, którą możesz mieć dla samej siebie. Ale w patriarchalnym świecie nie ma miejsca na Hekate, to jest ktoś, kogo trzeba zabić. Nie możesz kontrolować jej ciała poprzez kontrolowanie płodności, narodzin. Już nie możesz z niej stworzyć kolejnych wyrobników, służących temu systemowi. Ona ci już nie da tych synów, których poślesz na wojnę. Nie da ci synów i córek, którzy będą pompować kasę i podtrzymywać kapitalizm, jak Atlas glob.
W afirmatywnym podejściu do seksualności czyli Pozytywnej Seksualności, dużo mówi się o tym, że wiek nie ma znaczenia. Ani wiek, ani brak płodności (menopauza), nie są o braku. One są o rzeczywistości, która może towarzyszyć przepięknej, aktywnej seksualności. Seksualności której można dawać ekspresję cieszyć się nią i czerpać z niej siłę. W gruncie rzeczy tym jest nasza seksualność – to siła, z którą się rodzimy i pytanie brzmi, jak wykorzystujemy jej potencjał.
Choć w świecie, który kobietom nakazuje by były święte i niemal oczekuje się niekalanego poczęcia (bo to, że “każda normalna kobieta chce mieć dzieci”, jest oczywiste), bardzo trudno o poznawanie, rozwijanie swojej seksualności i czerpanie z niej. To praca, którą ma do zrobienia każda, każdy i każde z nas.
Wbrew pozorom patriarchat nie uderza “jedynie” w kobiety. Mężczyźni to równie poranione ofiary patriarchatu. O ile od kobiet oczekuje się czystości i świętości, od mężczyzn oczekuje się maczystowskiej męskości, bez emocji.
Jesteś Demeter czy Hekate?
Okazuje się, że efekt istnienia patriarchatu, szalenie mocno wpływa nie tylko na to, jak postrzegamy inne kobiety. Wychowanie w patriarchacie, to jak życie z zaszczepieniem założenia, że należy cenzurować także siebie. Oczywiście nie zapominając o tym, by cenzurować inne kobiety:
Zofia Krawiec: Hekate wzbudza przerażenie nie tylko w patriarchalnych religiach, ale też w nas samych, w ciskobietach. I najchętniej same byśmy ją w sobie zabijały.
Agnieszka Szpila: Hekate jest tym, przed czym kobiety bronią się najbardziej. W kulturze zachodniej kobiety chcą zatrzymać się już na Demeter, farbują włosy, wygładzają zmarszczki. W innych kulturach Hekate jest fundamentalna, ma już zgromadzoną wiedzę i połączenie z tym, co zmarłe. Ona jest przewodniczką ku umieraniu i zdobywaniu wiedzy, jak umierać, czyli jak wrócić do łona matki. To najważniejsza wiedza. Ale my ze względu na próbę utrzymywania wizerunku i wyglądu nie chcemy iść dalej niż Demeter. Nie chcemy wejść w Hekate, nie nawiązujemy z nią kontaktu.
Kobiecy orgazm
Orgazm – w niektórych kręgach szczególnie zakazany i potępiany. Według katolickiej religii przykładowo. Przecież seks nie ma służyć przyjemności, zbliżeniu, a prokreacji. Seks bez potomka jako jego efekt, to “seks zmarnowany”. Dlatego orgazm staje się w oczach głoszących religię katolicką zagrożeniem. Nagle mogłoby się okazać, że z tego aktu, z którego nie ma potomka, bierze się siła, sprawczość, wolność:
Śmierć jest paszportem do odrodzenia. W krainie umarłych będziesz żyła wiecznie, a całe twoje życie prowadzi ku niej, ponieważ tam jest najważniejsze. Tam będziesz szczęśliwa. Orficy tworzyli specjalne tabliczki w starożytnej Grecji, żeby nie zbłądzić, dojść do krainy umarłych i w niej już pozostać. Roztopić się i przestać istnieć, bo istnienie jest cierpieniem, nie śmierć. Ja kocham żyć, ale ciekawi mnie to podejście.
Za życia orgazm daje ci to połączenie za śmiercią. On jest już rodzajem małej śmierci, jak mówią o nim Francuzi. To tak jakbyś na chwilę włączała wtyczkę do tamtego świata. Nie żyjąc tam, masz szansę na sekundę się zainstalować i podejrzeć. Dlatego w mojej książce Heksy bohaterki poprzez orgazm uczyły się odłączania duszy od ciała.
Medycyna – dziedzina pochodząca od kobiet?
Bardzo interesujące są również fragmenty związane z historią. Nie tylko z historią kobiet, a także związanym z nim rozwojem świata: dziedzin, sposobów, rozwiązań. To co dzisiaj tak męskie – jak zawody medyczne, do których do dzisiaj stara się nie wpuszczać kobiet – kiedyś takie nie było.
To kobiety specjalizowały się w dbaniu o zdrowie, w tym także prokreacyjne, także w obrębie aborcji:
Zofia Krawiec: Sabat wyobrażano sobie jako wielką orgię, z lesbijskim seksem. Erotyczną imprezę, na którą mężczyźni mają zakaz wstępu.
Agnieszka Szpila: Imprezę z narkotykami, dodajmy. Kobiety w XVI i XVII wieku, zielarki, akuszerki, te, które spędzały płody, oskarżane o czary, miały wiedzę na temat substancji odurzających i były dilerkami. Jak Walter z Breaking Bad. Dystrybuowały te substancje, ale przede wszystkim potrafiły je robić. Formowały rodzaje gangów. Starały się przetrwać, kombinowały i dorabiały na boku. Wykorzystywały to, na czym się świetnie znały. Te gangi organizowały się głównie wokół spędzania płodów czy leczenia bezdzietności, wyprowadzały choroby, czyli uzdrawiały i radziły sobie z kontrolą narodzin. Słowo „medycyna” można etymologicznie wyprowadzić od Medei, czarodziejki z mitologii greckiej. Medea miała wiedzę leczenia. Bardzo długo władza nad życiem i śmiercią pozostawała w rękach kobiet znających się na miksturach, więc trzeba było im ją zabrać. I zmonopolizować rynek, kiedy powstawała medycyna. Wszystko, na czym się znałyśmy, trzeba było przejąć, tak jak nasze majątki podczas procesów o czary i zasoby, dzięki którym mogłyśmy przetrwać.”
Kapitalizm a wykorzystywanie kobiet
Jednak to nie wszystko, w tej książce przeczytamy również o systemie w którym żyjemy – kapitalizmie. Konkretnie o tym, jak wspomina Michał Pospiszyl, jak działa i jak bardzo wykorzystuje, wszystkich, jednak w największej mierze kobiety:
„Kapitalizm to system, który zawdzięcza swój spektakularny rozwój temu, że za ogromną ilość pracy (wykonywanej kiedyś przez niewolników, ale też przez kobiety czy samą przyrodę) nie musi płacić. Gdyby wymusić opłacanie samej tylko (nieopłaconej) pracy kobiet (gotowania, wychowywania, sprzątania, prania i tak dalej, każda z tych prac ma przecież swoją stawkę, wykonywana przez profesjonalne nauczycielki, kucharki czy sprzątaczki), to cały system musiałby upaść.”
Zresztą bardzo podobny wątek został poruszony w filmie autorstwa Érica Gravela, zatytułowanym „Na pełny etat”. Wyemitowany w polskich kinach w tym roku, dzięki Aurora Films Sp. z o.o.
Czym jest ciało?
Manuela Gretkowska, jako kolejna rozmówczyni w książce “Szepczące w ciemnościach”, podejmuje temat ciała. Przepięknie pisząc o nim obala to, co możemy o nim wiedzieć, już od dziecka dzięki instytucjom prowadzonym przez kościół (przedszkola) i lekcje religii w szkole:
„W religiach o ewidentnie szamańskich korzeniach ciało jest wehikułem ducha, nie workiem nieczystości, jak z lubością określali je ojcowie Kościoła.[…] W buddyzmie ciało jest narzędziem, wehikułem wyzwolenia, a nie „workiem nieczystości” i obsesją grzechu do spalenia na stosie. Na Zachodzie się je odrzuca, pości, nakłada celibat, dyscyplinuje, pali na stosie.”
Ciekawa to perspektywa widzieć ciało zupełnie inaczej, niż zwykło się mówić. Jestem z tego pokolenia, któremu tłukło się w szkole do głowy (i w kościele), że ciało jest brudne. Utrudniało to lub kompletnie uniemożliwiało budowanie zdrowej relacji z ciałem, co jednocześnie oznacza ze sobą. Wpływało na poczucie sprawczości, a także seksualność (a seksualność, dla przypomnienia, to nie jest seks), i ten wpływ nie był pozytywny.
Jak inne mogłoby być moje życie, gdybym uczyła się tej drugiej perspektywy o ciele? Tej o której wspomina Manuela Gretkowska?
A jak inne byłoby Twoje życie?
Kobieta jako zagrożenie – XXI wiek
Manuela Gretkowska w książce Zofii Krawiec ukazuje nam postać kobiety, o której opowiada się obecnie. A konkretnie obraz tej kobiety, która jest wyzwolona – myśli samodzielnie, jest w zdrowej i bliskiej relacji ze sobą, wie czego chce, jest niezależna. Okazuje się, że taka kobieta to zagrożenie:
Kobieta wyzwolona z głupoty, chcąca żyć tak, jak chce, jest u nas czarownicą. Czyli Polska jest czarownicą, którą trzeba kontrolować, egzorcyzmować i skazywać. Może nie na stos, bo już nie wolno, ale na śmierć, na przykład w szpitalu, przy asyście prokuratora, ginekologów i księdza, bo do tego sprowadza się wyrok w sprawie aborcji Trybunału Konstytucyjnego. W Księdze Wyjścia w Biblii 22:17 jest cytat: „Nie pozwolisz żyć czarownicy”. Pasująca tu parafraza brzmi: nie pozwolisz żyć Polkom w Polsce.
Mocne? Tak. Czy prawdziwe? Z moich osobistych doświadczeń, jak i kobiet z którymi pracuję w Wirtualnym Gabinecie Psychologicznym Psyche Tee, jak najbardziej. Z otaczającej nas rzeczywistości również wynika to samo – że jest to prawda, której nie da się nie zauważyć albo o nią nie potknąć.
Czarownica czy wariatka?
Nie mogę przy tej okazji, nie wspomnieć o wypowiedzi Miry Marcinów:
„Od momentu uznania psychiatrii za naukę kobiety wcześniej uważane za opętane przez diabła stały się opętane przez choroby psychiczne. Dziewiętnastowieczni psychiatrzy zadawali sobie pytania: gdzie ukryła się czarownica? ”
I tak, wariatka to słowo stygmatyzujące – do dzisiaj używa się go w kontekście cierpienia psychicznego, by poniżyć osoby, które go doświadczają. Celowo wykorzystałam je w nagłówku, bo tak go używano.
Bardzo ważny w kontekście postrzegania kobiet w przeszłości (który towarzyszy światu do dzisiaj), jest również ten fragment:
„Wszystko, co poniżej pępka u mężczyzn, nie oddziaływało tak negatywnie na to, co myślą i robią, jak to było w przypadku kobiet. Męskie pożądanie było sprawą oczywistą, jego istnienia nikt nie podważał. Ale już to, co wyprawiało się poniżej pępka melancholiczki, było źródłem samych problemów. Podbrzusze melancholiczki – jak mówił Łowicki – kumuluje nadmierną energię, bo każdy przejaw erotyczności u kobiet był nadmierny. Mówiąc współczesnym językiem, zaburzenia psychiczne u kobiet były rozpoznawane jako tym poważniejsze, im bardziej ich zachowania sytuowały je wbrew roli rodzajowej. Pamiętajmy, że to są czasy, gdy rozbrzmiewał tak zwany kult prawdziwej kobiecości wraz z takimi preferowanymi atrybutami u kobiet, jak: pobożność, czystość, uległość i domatorstwo. Zresztą w wielu miejscach te czasy w dziwny sposób przetrwały. Wracając do teorii Łowickiego – u niego melancholiczki choćby starały się coś tworzyć, to ich poetyckie frazy wypływające z podbrzusza odbierano jako artystycznie bezwartościowe. W najlepszym wypadku można było je badać jako zapis choroby i dowód pomieszania zmysłów. A nie jako oryginalny sposób postrzegania świata i poświadczenie wrażliwości. Podbrzusze było najbardziej demoniczną częścią kobiecego ciała.”
O pochodzeniu propagandy przeciwko osobom LGBTQIA+
Dotykamy również ważnego tematu odnośnie seksualności czyli tego, jak szerokie jest jej spektrum. Seksualność to obszar mieszczący w sobie również temat orientacji romantycznej jak i psychoseksualnej, a jak opowiada w książce Mikołaj Sobczak:
Seks nie miał być dłużej rytuałem magicznym, został oderwany od swobodnej rozkoszy i sprowadzony do obowiązku i prokreacji. Trzeba było przecież zaludnić nowe ziemie. Wszystko, co zagrażało systemowi, było silnie eliminowane. W tym celu rozkręcono też propagandę przeciwko zniewieściałym mężczyznom – zagrożeniu dla systemu. Do dziś słyszymy, że LGBT zagraża naszemu porządkowi.
Dzisiaj, a jakby wieki temu
Mikołaj Sobczak patrzy na przeszłość i teraźniejszość, widząc podobieństwa. Zauważa różnice, nie twierdzi, że jest dokładnie tak samo jak kiedyś, bo przecież wiele się zmieniło. Jednak pewne mechanizmy w tych zmianach, uległy utwardzeniu, a nie przeformułowaniu:
To fascynujące, że mimo wielu zmian obyczajowych nadal żyjemy w głębokim patriarchacie. Te radioaktywne sploty niechęci, podporządkowywania, potępiania pojawiają się w innych miejscach, przybierają inne kształty, ale cały czas zatruwają nam życie. Niby tyle się zmieniło, a uprzedzenia nadal doprowadzają do przelewu krwi.
Nie mogę się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, choć bardzo bym chciała. W gruncie rzeczy znowu, chwytając się choćby jednego tematu – aborcji, widzimy, że jest gorzej niż w 1993 roku, kiedy przyjęto “zgniły kompromis”, i to kompromis Państwa i kościoła.
Podobnie jest w przypadku luki płacowej między kobietami, a mężczyznami. To kobiety są bardziej wykształcone i wszechstronnie działające, a zarabiają mniej, pomimo tego, że niemal każda z nas, tak naprawdę pracuje na dwa, a czasami nawet trzy etaty.
Wracając do tematu seksualności – mężczyznom wiele “przystoi”, natomiast kobietom zdecydowanie więcej “nie wypada”. Pomimo, że większość mężczyzn na świcie, sypia z nami – kobietami. Chcą w tym seksie wielu różnych działań – niekoniecznie tych potulnych, cichych i skromnych. Jednak tylko w łóżku i tylko dla nich. Tam są ramy tego, że nam wolno.
Dla kogo jest ta książka?
Jest to książka dla kobiet, jednak nie jedynie dla kobiet. Ta książka pozwala głęboko zobaczyć z czego wynika taka pozycja kobiet, jaką mają one dzisiaj. Z czego bierze się mówienie o kobietach i o mężczyznach tak, a nie inaczej. Nie rzadko nie ma to nic wspólnego z tymi konkretnymi kobietami czy mężczyznami. Znacznie częściej wiąże się to z powielaniem stereotypów i zarządzaniem strachem, w czym ewidentnym zwycięzcą jest kościół, a w polkim kontekście także PiS.
To książka dla wszystkich, którzy chcą lepiej zrozumieć funkcjonowania państwa polskiego, kobiecych społeczności oraz sensowności działania w duchu siostrzeństwa i wzajemnego wsparcia, nawet kiedy nie zgadzamy się ze sobą w 100%.
To książka obalająca wiele mitów i pokazująca, że patriarchat szkodzi wszystkim, choć jest wymierzony w kobiety.
Podziękowania dla Wydawnictwa Znak
Bardzo dziękuję za przesłanie mi książki „Szepczące w ciemnościach” do przeczytania oraz napisania recenzji, jak również za otwartość i współdziałanie w ramach konkursu! Bardzo się cieszę, że mogę tak wartościową pozycję zaproponować osoba czytającym bloga oraz treści jakie tworzę w mediach społecznościowych.
Cenię sobie takie płynne, rzetelne współprace:)




